Stefan kard. Wyszyński duchowy brat św. Franciszka

Wiara i zawierzenie

Wspominając dzień inauguracji pontyfikatu kardynał Wyszyński mówił:

Uwierzcie, że było to dzieło Boga, dzieło Chrystusa w Duchu Świętym i Oblubienicy Ducha Świętego Matki Chrystusowej! Wszyscy tak to zrozumieli. Nikogo nie zdumiał wybór cudzoziemca, nawet Polaka. Wszystkich uradował. I to tak wielką radością, że nie można się było obronić od Jej oznak. Ilu kardynałów, starych ludzi, płakało z radości! Gdy podszedłem do Jana Pawła II z pierwszym homaginum, usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej, to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i nadal wierzymy.

Wierzył w to kardynał Wyszyński do końca, gdy swoje życie oddał za Jana Pawła II. Obraz Kardynała Stefana Wyszyńskiego często jest zniekształcany. Wielki Prymas, mąż stanu, obrońca praw człowieka nie był trzciną chwiejącą się na wietrze – to prawda, ale nie był sztywnym, niedostępnym hierarchą. To wielki błąd. Pamiętamy te słowa Ojca  Świętego Jana Pawła II podczas audiencji dla Polaków:

Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża – Polaka (…) gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które są związane z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem.

Podsumowując, przypomnijmy sobie najważniejsze punkty:

Miłość Boga ponad wszystko, przenikanie tą miłością ludzkiej codzienności, życia społecznego, szacunek dla człowieka, miłość bliźniego, Krucjata Miłości, ukochanie Matki Najświętszej i Kościoła. Jakie to wszystko bliskie życiu św. Franciszka.

Prostota i ubóstwo

I jeszcze jedna cech – prostota i ubóstwo. Kiedy aresztowano Księdza Prymasa w 1953 roku nie zabrał ze sobą nic oprócz brewiarza i różańca. Pracownicy UB na własną rękę zabrali walizkę z osobistymi rzeczami, które kazali zapakować s. Maksencji.

     Pracując w Sekretariacie na Miodowej przez kilkanaście lat mogłam na co dzień patrzeć na życie tego człowieka, był bardzo prosty, zwyczajny i ubogi. Nie pamiętam, aby w tym czasie zmienił płaszcz na nowy, ile razy założył nową sutannę? Zawsze jednak był elegancki.

Kiedyś poszliśmy na spacer do ogrodu. Był dość chłodny, deszczowy dzień. W krzaku glicynii, przed domem na Miodowej od strony ogrodu, siedziała w gnieździe synogarlica. Ojcze – powiedziałam – Ojciec czuwa nad Kościołem jak ta synogarlica w gnieździe. Spojrzał na mnie, nie zaprzeczył, powiedział tylko: Wiesz, ja chyba rzeczywiście nie mam nic swojego.

Brat św. Franciszka, nasz Brat.